Myślisz, że rekrutacja to rozmowa jeden na jeden? Nic z tych rzeczy – często kandydat przychodzi z całą „delegacją” w tle. Tylko że tej ekipy nie widać, bo siedzi po drugiej stronie telefonu, przy kuchennym stole albo w głowie kandydata.
W rekrutacji rozmawiają ze sobą osoby szukające nowej pracy i potencjalni pracodawcy. Ale oprócz nich są też obecne duchem osoby, z którymi w zaciszu domowym nasi kandydaci/kandydatki omawiają przebieg całego procesu. Opowiadają im o firmie, do której aplikują. Zwierzają się ze swoich obaw i nadziei.
Rozmówcy naszych kandydatów stają się zewnętrznymi obserwatorami, których obecności bardzo często nie jesteśmy świadomi. Możemy przypuszczać i po różnych „znakach” rozpoznawać, że uczestniczą jako doradcy, a czasem nawet… decydenci.
Te osoby są jednocześnie ich najbliższymi i z tej perspektywy doradzają kandydatom, jak się powinni zachować w trakcie rekrutacji, co zrobić, co powiedzieć, o co zapytać. Zdarza się, że to ich głosy przeważają przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu oferty.
Za kulisami rekrutacji
Potencjalny Pracodawco, czy zastanawiałeś się nad uwzględnieniem „obecności” w procesie rekrutacyjnym kogoś z rodziny kandydata/kandydatki? A może już to robisz?
Tak, wiem, nie możemy pytać kandydatów o sprawy prywatne, ale wpływ rodziny i najbliższych pojawi się na którymś z etapów rekrutacji. I zazwyczaj ani Ty, ani ja, nie zostaniemy wprost poinformowani, że pytania, oczekiwania lub decyzje kandydata/kandydatki to w rzeczywistości pomysły kogoś innego.
Procesowi rekrutacyjnemu powinna towarzyszyć świadomość tego, jak dużo się dzieje za kulisami. Tyle tylko, że nie wiemy, kto tam jest, jakie ma przekonania, opinie, doświadczenie i z jakiej perspektywy doradza naszemu kandydatowi/kandydatce. Może być wsparciem emocjonalnym, dyskretnym suflerem lub osobą, która mocno kieruje decyzjami kandydata.
Wpływ bliskich – nie do uniknięcia
Nie zapominajmy też o wyjątkowych sytuacjach, takich jak nagłe zdarzenie losowe w rodzinie, np. wypadek, które wpływają na decyzje kandydata/kandydatki.
Najbliżsi uczestniczą często od początku procesu rekrutacyjnego. Nie tylko rodzina, także przyjaciele. Czasem pod wpływem kogoś z najbliższych kandydatka/kandydat odpowiada na nasze ogłoszenie lub jedno z małżonków wysyłało CV w imieniu drugiego. To z najbliższymi kandydaci rozmawiają o procesach rekrutacyjnych. Opowiadają o przebiegu rozmów. Chcą porady. Omawiają wpływ zmiany pracy na życie rodzinne.
Dlatego nam – pracodawcom i rekruterom – powinno zależeć, aby o tej rekrutacji zaczęli rozmawiać z najbliższymi jak najwcześniej. Dlaczego? Im później rodzina zostanie poinformowana tym większe ryzyko nieoczekiwanego zwrotu akcji w postaci:
- pojawienia się u kandydata/kandydatki wątpliwości w obszarach, które wcześniej już były omawiane i wydawało się, że wszystko już zostało wyjaśnione,
- nagłego podniesienia oczekiwań finansowych,
- przedstawienia dodatkowych wymagań wcześniej nie omawianych,
- powrotu do etapu ustaleń i zadawanie dodatkowych pytań doprecyzowujących,
- nieprzyjęcie oferty pod wpływem bliskich.
Kiedy decyzję podejmuje ktoś inny
Kilka sytuacji z praktyki, które obrazują ingerencję bliskich osób w proces rekrutacyjny:
1. Kandydat otrzymał ofertę, jednak żona uzmysłowiła mu, że nie może jej przyjąć, ponieważ nowa praca będzie kolidowała z godzinami odbioru dzieci z przedszkola. Praca związana była z wyjazdami. Kandydat nawet nie chciał negocjować z potencjalnym pracodawcą zmiany w logistyce wyjazdów.
2. Spotkałam się z kilkoma sytuacjami, gdy żony wysyłały CV w imieniu kandydatów, a oni nie byli nawet tego świadomi i reagowali zaskoczeniem na kontakt w sprawie pracy. Żadna z tych rekrutacji nie zakończyła się zatrudnieniem kandydata. Nie dlatego, że nie spełniali kryteriów, tylko każdy z nich robił wszystko, aby nie dostać pracy, o którą teoretycznie zaczął się ubiegać.
3. Na spotkaniu rekrutacyjnym pojawił się kandydat z żoną. Ta obecność była z jej inicjatywy. Ona wysłała CV w imieniu męża, a teraz chciała uczestniczyć w spotkaniu. Jej zachowanie sugerowało, że spotkanie z jej udziałem mogłoby mieć niespokojny przebieg. Pani nie została wpuszczona do sali.
4. Kandydatka zrezygnowała z dalszego uczestnictwa w rekrutacji, ponieważ jej chłopak stwierdził, że powinna pracować w większej firmie, niż firma mojego klienta. Na pytanie „jak duża powinna być firma, w której ona może pracować” nie potrafiła odpowiedzieć.
5. Kandydat na każdym etapie rekrutacji deklarował zamiar przeprowadzki razem z rodziną. Oferta na stole. O nowej pracy i decyzji o przeprowadzce została też powiadomiona dalsza rodzina. I tu teściowa zrobiła „tadam” ze swoim NIE.
Czy coś można zrobić w trakcie rekrutacji?
W każdy proces rekrutacyjny jest zaangażowana rodzina, najbliżsi. Podjęcie nowej pracy ma wpływ nie tylko na życie kandydata/kandydatki, ale też innych, bliskich im osób, dlatego chcą one być aktywne w procesie podejmowania decyzji. Nawet jeżeli kandydat/kandydatka twierdzi, że podejmuje decyzje samodzielnie, już sama rozmowa z kimś z bliskich ma realny wpływ na jego sposób myślenia i może zmienić bieg rekrutacji.
To naturalne. Nie unikniemy tego.
Powinniśmy jednak być świadomi, że taki wpływ istnieje i mieć otwartość na zadanie sobie kilku pytań:
- Jak tą obecnością osób trzecich zarządzić w procesie rekrutacyjnym?
- Z kim i na jakim etapie możemy otwarcie poruszać te kwestie, a z kim nie możemy ryzykować?
- Kto ma otwartość na rozmowę?
- Które rekrutacje wymagają takiej uwagi, a w których nie musimy się tym zajmować?
Czasem – mimo najlepszych ustaleń – „teściowa zrobi tadam”. Nie możemy tego całkowicie wyeliminować, ale możemy ograniczyć ryzyko. Im bardziej świadomie do tego podejdziemy (z całym szacunkiem do prywatności kandydata/kandydatki) tym mniejsze szanse, że „teściowa” wkroczy na scenę w wielkiej chwale.
Niech sprawczość będzie z Tobą!
Comments